Bienvenue à Genève, also: Willkommen in Genf!


Also auch: das letzte Shooting von meinem Genfer-See-Kurztrip. An unserem letzten Tag haben wir einen Tagesausflug nach Genf gemacht, das etwa 40 km von unserem französischen Dörfchen Marin entfernt war. Ich muss euch sagen, Sightseeing ist schon anstrengend. Den ganzen Tag sind wir in Genf herumgelaufen, am See entlang, zur Altstadt hoch, wieder runter an den See und am Ende noch zum Parc de la Grange. Abends war ja noch das Deutschland vs. Algerien Spiel mit der Verlängerung und Elfmeterschießen…leider bin ich dabei dann schon eingeschlafen. 
Aber zurück zum Trip und Outfit. Genf (bzw. die Schweiz allgemein) ist bekannt für seinen Reichtum, was man auch an jeder Ecke gesehen hat. Die Frauen sind da mit ihren Chanel und Louis Vuitton Täschchen rumgelaufen, als sei es ein absolutes Basic. Manche kamen auch gerade von der Shopping-Tour mit einer Louboutin-Papiertüte, in der sich wohl nagelneue Louboutin-Schuhe befanden… Naja und an jeder Ecke war Werbung von Schweizer Uhren.  Von den Preisen in den Restaurants will ich gar nicht erst anfangen… aber wenigstens war es gut! Genf ist ja bekannt als Gourmet-Stadt.
Da ich aber schon ein wenig über Genf eingelesen war, wollte ich mich der Gesellschaft anpassen und habe deswegen folgendes Outfit zusammengestellt. Zum Sightseeing hatte ich aber Ballerinas an… aber in Heels sieht das ganze Outfit aber gleich viiiiiiel besser aus. Wie gefällt es euch?

Bienvenue à Genève, czyli: Witamy w Genwie!


Oznacza to również: ostatnia sesja z mojego krótkiego urlopu nad Jeziorem Genewskim. Ostatniego dnia zrobiliśmy całodniową wycieczkę do Genewy, która była oddalona 40 km od naszego francuskiego miasteczka Marin. Muszę przyznać, takie zwiedzanie jest jednak męczące. Cały dzień spędziliśmy w Genewie, spacerowaliśmy wzdłuż jeziora, potem zwiedzaliśmy starówkę, potem znowu wzdłuż jeziora (tylko w drugą stronę) a na koniec poszliśmy jeszcze do parku Parc de la Grange. Wieczorem był jeszcze mecz Niemcy  : Algeria z dogrywką i rzutami karnymi…niestety wtedy już usnęłam. 
Ale powróćmy do urlopu i stylizacji. Genewa (albo cała Szwajcaria) jest znana za to, że jest droga i bogata, co widać prawie wszędzie. Kobiety chodzą ze swoimi Chanelkami lub Louis Vuittonkami, jak by były basici. Niektóre właśnie wracały z zakupów z papierowymi torbami Louboutina, w których się prawdopodobnie znajdowały nowe Louboutiny… i na każdym rogu były reklamy z szwajcarskimi zegarkami. O cenach w restauracjach wole nawet nie wspominać… ale jedzenie było pyszne. Genewa też jest znana jako miasto smakoszy.
Ponieważ już trochę byłam oczytana na temat Genewy, chciałam się też dopasować do jej społeczeństwa – tak powstał mój dzisiejszy outfit. Ale do zwiedzania miasta, miałam baletki na sobie… ale na sesję założyłam obcasy, bo jedank cała stylizacja wygląda wtedy lepiej. Jak wam się podoba?

xoxo Moni


jeans blouse: Zara
jeans: Tally Weijl
shoes: Vera Pelle
belt: Moschino
necklace: Pimark
earrings & rings: H&M
sunglasses: Ray Ban